Jestem w Warszawie. Choć mieszkałam tu przez 6 lat, teraz czuję się tu intruzem.  Bo tyle się zmieniło i w Warszawie i we mnie… Rotunda zaczęła znikać, a mnie zaczęło przybywać zmarszczek. No cóż, czas nikogo nie oszczędza.  Ale miło odwiedzić starą znajomą. I cieszyłam się na ten czas tylko dla siebie, zwłaszcza, że ostatnie dwa tygodnie z chorym Tymulkiem były bardzo męczące.  Podróż spędziłam na rozmowie z koleżanką notariuszką, która też wykupiła bilet w strefie ciszy… Nim pociąg ruszył, gaduły pomaszerowały do Warsu :) Chyba dobrze też się złożyło, że akurat teraz, wszyscy ważni dla mnie ludzie, którzy mieszkają w stolicy, rozjechali się (żeby nie powiedzieć rozlecieli się ;)) po świecie. Pewnie teraz bym nie odpoczywała i nie leżała na tej bieluteńkiej, idealnie wyprasowanej i jeszcze przed chwilą równiuteńko zasłanej pościeli… A tak, przynajmniej dzisiaj się wyśpię, bez mojego ukochanego ludzika, który co noc zarzuca na mnie rękę lub nogę i spycha mnie na skraj łóżka. I bez większego ludzika, który zajmuje pozostałą część łóżka. No i jeszcze bez Molly, która wpycha mi się między nogi. Boże, my śpimy jak w tetrisie!

Jutro, z samego rana mam wywiad z DD Tvn na temat przerw w karierze. Śmieję się z samej siebie, bo bez wątpienia jestem w tym temacie ekspertem. W moim życiorysie jak narazie więcej przerw niż kariery 😉 Ale pierwszy raz w życiu czuję sens tej przerwy i taka refleksja mnie właśnie naszła, że w końcu dotarłam do punktu, w którym chciałam być już dawno temu. Do celu, dla którego zdecydowałam się zejść ze sceny… Bo przez ostatnie miesiące napisałam piosenki, prawdziwe i szczere do szpiku kości. Choć czuję, że te piosenki napisały się same, przynosząc mi ulgę… I dobrze mi z tym… :)

Dobranoc Państwu :)